Strona główna  |  Sklep  |  Wydawnictwo  |  Wydania cyfrowe  |  Kontakt  |  Reklama

 
Ludzie branży

»

  |   A  |   B  |   C  |   D  |   E  |   F  |   G  |   H  |   I  |   J  |   K  |   L  |   M  |   N  |   O  |   P  |   R  |   S  |   T  |   U  |   W  |   Z  |   Ł
Kamieński Marek - sylwetka
Marek Kamieński, poza prowadzeniem biura, ma też inne, bardzo rzadkie zajęcie. Jest bowiem jednym z trzech polskich biegłych sądowych w dziedzinie turystyki.
Joanna Morawska
W turystyce (z drobnymi przerwami) przepracował już 35 lat. Wybór tej branży był świadomy, związany ze specjalnością turystyczną, którą kończył w ramach studiów na AWF. 15 lat zawodowego życia poświęcił biuru podróży Orbis, w którym był dyrektorem hoteli, a następnie działu turystyki. Po drodze skończył kolejne studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, nigdy jednak w tym zawodzie nie pracował. Mimo to, zdobyta wiedza nie poszła na marne. Wykorzystuje ją dzisiaj w pracy dodatkowej jako biegły sądowy w dziedzinie turystyki, jeden z trzech w Polsce. – Spływa do mnie dużo spraw. Dzięki temu, że posiadam wiedzę od strony touroperatorskiej, turystycznej i prawniczej, mogę wydawać obiektywne opinie – mówi.
Klient zazwyczaj składa sprawę do sądu dopiero wtedy, gdy wyczerpie możliwości osiągnięcia ugody z organizatorem i gdy ten odrzuci jego reklamację. Oczywiście sprawy są różne. Dotyczą nieraz rzeczy błahych, np. że ktoś znalazł karalucha w hotelu, a nieraz poważnych, np. sytuacji, w której turyście zgubiono w czasie podróży bagaż, w którym miał leki. – Najśmieszniejsza sprawa, którą sobie teraz przypominam, dotyczyła podróży poślubnej pewnej pary. Touroperator w katalogu napisał, że istnieje możliwość rezerwacji pokoju z podwójnym łóżkiem. Nowożeńcy dostali w hotelu dwa łóżka oddzielne, w dodatku nieprzesuwane, bo takie betonowe. Mało tego, okazało się, że w całym hotelu w ogóle nie ma małżeńskich łóżek. I podali biuro do sądu. Czy to okazało się złą wróżbą? Nie wiem, nie śledziłem dalszych losów tej pary, ale wiem, że tę sprawę wygrali – śmieje się.
Dobrze sprzedać marzenia
Marek Kamieński przyrzekł sobie, że gdy skończy 60 lat, zacznie mniej pracować. Okazało się jednak, że czasy są tak brutalne, że – jak wyznaje – nie może zwalniać tempa. Mimo to, bycie i biegłym sądowym, i pełnomocnikiem ekspertem PIT, stanowi dla niego odskocznię od handlowej rzeczywistości w biurze. Choć prowadzenie własnej firmy to przede wszystkim praca z ludzkimi marzeniami, o czym przypomina nieodmiennie słuchaczom kursów dla sprzedawców turystyki, które prowadzi od kilku lat w specjalnie powołanej przez siebie szkole. – Wakacje – niezależnie, czy ludzi biednych, czy bogatych – to często ich całoroczne marzenia. I oni przez ten czas przygotowują się do ich spełnienia, bez znaczenia, czy jadą do Meksyku, Egiptu czy Augustowa. Jeżeli źle je sprzedamy, czyli nie opowiemy o rzeczywistych warunkach pobytu, jak odległość hotelu od plaży czy jedzenie, to później burzymy te piękne marzenia – mówi. To właśnie spełnianie turystycznych pragnień podoba mu się w jego pracy najbardziej. Sam kiedyś jeździł bardzo dużo, a wszystko uwiecznił na zdjęciach, które do dziś pokazuje klientom w biurze. W ten sposób nie tylko zwiększa skuteczność zabiegów sprzedażowych, lecz także dzieli się z ludźmi własnymi doświadczeniami.
Oko w oko z drapieżnikami
Ze swoich prywatnych podróży najpiękniejsze wspomnienia zachował z Kuby, na której był trzy razy. Pierwszy raz w roku 1972 r., potem w latach 80., a trzeci raz w zeszłą Wielkanoc, z całą rodziną. – Mogę śmiało powiedzieć, że były to nasze najpiękniejsze rodzinne wakacje w życiu – wspomina.
Kamieński także nurkuje, choć obecnie już nie schodzi głęboko pod powierzchnię wody. Jedna z najbardziej emocjonujących nurkowych przygód spotkała go w Kenii, przy granicy z Tanzanią, gdzie trzeba pływać z przewodnikiem. W czasie wyprawy zauważył, że wprost na niego płynie stado rekinów. Był przerażony. Tymczasem, jego przewodnik nie mógł opanować śmiechu. – Oczywiście, on nas w to miejsce wypuścił specjalnie, bo te delfiny, jak się potem okazało, są akurat tam karmione. Jednak, gdy nagle płynie na ciebie stado rozdziawionych paszcz, to jest to coś niesamowitego. Pamiętam ten nieziemski stres do dzisiaj – opowiada. Z innych niezwykłych, nasyconych adrenaliną historii przywołuje często inną ze swoich kenijskich przygód. – Mieszkaliśmy w czasie safari w specjalnych namiotach, praktycznie wśród zwierząt. I w nocy na naszych oczach, a właściwie uszach, bo kazano nam w tamtym momencie natychmiast wyjechać z obozu, stado lwów zagoniło bawoły i przy nas pożarło jednego na podwórku obozowiska – dodaje.
Trudno uwierzyć, że ktoś, kto ma w nogach pół świata, jeszcze nie był w Tajlandii. – Kiedy mówię to kolegom z branży, to się bardzo dziwią – zwierza się. Tym bardziej, że jest to właśnie kraj jego marzeń ze względu na ogromną ilość smaków i ciekawostek kulinarnych. A ponieważ jest smakoszem, to wizytę w Tajlandii uważa wręcz za swój obowiązek.
Z bardziej przyziemnych marzeń wymienia też zamieszkanie w Zakopanem, co zresztą stanie się już niebawem rzeczywistością. – Mamy tam piękne lokum i jak tylko nam się udaje, to tam uciekamy. Tatry mają coś, czego nie ma nigdzie indziej na świecie: ludzie mogą tam bezpiecznie chodzić po górach. Nie muszą się wspinać. Są tam ścieżki i szlaki turystyczne, które są bardzo dobrze przygotowane. Na przykład Niemcy, Włosi czy Francuzi, którzy mają takie piękne góry, przyjeżdżają do nas, żeby cały dzień chodzić po Tatrach. Zakopane jest dla mnie perłą pod każdym względem – klimatycznym, kulturowym, snobistycznym. Bo każdy z nas jest snobem, choć może nie do końca o tym wie. Ja mam taką świadomość. I dlatego lubię napić się kawy w eleganckiej kawiarni na Krupówkach.
Curriculum vitae
Marek Kamieński urodził się w 1951 r. w Sopocie. Ukończył studia o specjalności turystyka na warszawskiej AWF oraz podyplomowo prawo i administrację na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1996 r. prowadzi własne biuro podróży Mag-Mar. Jego hobby to sport – przede wszystkim tenis i pływanie (w tej ostatniej dyscyplinie był kiedyś w kadrze olimpijskiej). Ma żonę i trójkę dorosłych dzieci.
 

powrót

 
Sylwetka

»



» Agnieszka Lis, kierownik biura LOT "Serce Kaszub"  » więcej
Newsletter

»

Zamów newsletter