W Palmie na Majorce trwa ostry spór o ograniczenie liczby wycieczkowców do trzech dziennie. Sektor turystyczny ostrzega przed spadkiem konkurencyjności, a aktywiści domagają się dalszych restrykcji mimo wzrostu liczby pasażerów.
Miniony tydzień w stolicy Balearów upłynął pod znakiem dwóch przeciwstawnych demonstracji dotyczących modelu turystyki wycieczkowej. Platforma Sí als Creuers, skupiająca 44 podmioty gospodarcze, alarmuje o „znaczącym” spadku zimowych zawinięć i ryzyku odpływu armatorów do innych portów Morza Śródziemnego. Przedstawiciele branży podkreślają, że rejsy są kluczowe dla gospodarki regionu, zwłaszcza poza sezonem, oraz apelują o stabilność regulacyjną, pisze hiszpański portal branżowy Hosteltur.
Z kolei Platforma Antimegacreuers domaga się zaostrzenia obecnych przepisów, które ograniczają ruch do trzech statków dziennie. Jej zdaniem nawet przy tym limicie duże jednostki generują nadmierne obciążenie historycznego centrum miasta, wpływając negatywnie na jakość życia mieszkańców i środowisko. Aktywiści wskazują, że średnie wydatki pasażera w porcie to ok. 35,76 euro (dane Ibestat), co – ich zdaniem – nie rekompensuje kosztów społecznych.
Dyskusja toczy się w kontekście rosnących statystyk. Według Puertos del Estado porty Balearów obsłużyły w 2025 r. ponad 2,55 mln pasażerów, o 2,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Dane Autoridad Portuaria de Baleares pokazują, że sam port w Palmie odnotował 541 zawinięć i ok. 1,8 mln pasażerów, a liczba zawinięć w pierwszych 10 miesiącach wzrosła o 10 proc. r/r.
Spór o limit wycieczkowców stawia pytanie o przyszłość destynacji: czy Palma powinna dalej rozwijać segment wycieczkowców jako motor gospodarki, czy postawić na ograniczanie ruchu w imię ochrony miasta przed overtourismem? MBG