Coraz więcej Polek świętuje Dzień Kobiet wyjazdem typu slow wellness. Z badań CBOS (2025) wynika, że obok kwiatów jednym z najczęściej wskazywanych prezentów jest „wycieczka” – najlepiej weekendowa, do hotelu ze spa, we dwoje lub w kameralnym gronie. Liczy się nie tyle kierunek, co możliwość zwolnienia tempa, regeneracji i czasu bez presji.
W ten trend naturalnie wpisują się Węgry – kraj ponad 1500 źródeł mineralnych (ok. 350 o statusie leczniczym) i ponad 200 obiektów termalnych. Bliskość Polski, dobra siatka połączeń i rozwinięta infrastruktura wellness czynią z nich wygodny kierunek na marcowy city break ze strefą spa.
W regionie Balatonu popularne są wiosenne rytuały lawendowe, a w Keszthely – masaże bambusowe w otoczeniu historycznej architektury. Na wschodzie, w Hajdúszoboszló, działa kompleks Hungarospa Hajdúszoboszló, łączący baseny termalne z terapiami dźwiękiem.
Miłośniczki górskiego powietrza wybierają regiony Mátra i Bükk z ofertą leśnych kąpieli inspirowanych shinrin-yoku. Z kolei Zakole Dunaju, w pobliżu Budapesztu, łączy butikowe zabiegi z urokiem rzeki.
Spektakularne wapienne tarasy w Egerszalók oraz kąpiele przy resorcie Hunguest Saliris Resort przyciągają osoby szukające mineralnej regeneracji, podobnie jak kameralny Sárvár – alternatywa dla zatłoczonych kurortów. W Nyíregyháza kompleks Sóstó Spa łączy rozbudowaną strefę saun z ofertą fine dining.
Nie można pominąć Hévíz z największym naturalnym jeziorem termalnym na świecie, gdzie tradycyjna borowina stała się częścią nowoczesnych programów zdrowotnych.
Węgry, znane z obiektów takich jak Łaźnie Széchenyiego, konsekwentnie wzmacniają pozycję lidera turystyki uzdrowiskowej w regionie. Dla branży to wyraźny sygnał: marcowy, kobiecy city break coraz częściej oznacza kierunek termalny – bliski, dostępny i oparty na doświadczeniu. MBG