Dynamiczny wzrost turystyki antarktycznej i niedawne ognisko hantawirusa na statku wycieczkowym ponownie wywołały debatę o bezpieczeństwie oraz wpływie ruchu turystycznego na kruche ekosystemy Antarktydy. Państwa sygnatariusze Traktatu Antarktycznego rozważają nowe regulacje dla branży.
Turystyka na Półwyspie Antarktycznym pozostaje segmentem niszowym, ale rozwija się w szybkim tempie, napędzana przez zamożnych podróżnych poszukujących doświadczeń premium i wypraw ekspedycyjnych. Rosnąca popularność rejsów obejmujących obserwację kolonii pingwinów, kajakarstwo czy tzw. polar plunges zaczyna jednak budzić coraz większe obawy środowiskowe i sanitarne.
Dyskusję dodatkowo zaostrzył wybuch śmiertelnej odmiany hantawirusa na statku Hondius należącym do Oceanwide Expeditions, pisze Reuters. Jednostka odbywała rejs z Argentyny przez południowy Atlantyk do Republiki Zielonego Przylądka. Według Światowej Organizacji Zdrowia potwierdzono pięć zakażeń i trzy kolejne przypadki podejrzane, a trzy osoby zmarły. Kolejne możliwe zakażenie wykryto na wyspie Tristan da Cunha. Incydent zbiegł się w czasie ze spotkaniem 29 państw w Japonii poświęconym przyszłości regulacji turystyki antarktycznej.
Skala rynku rośnie dynamicznie. Dane International Association of Antarctica Tour Operators pokazują, że liczba odwiedzających wzrosła z 37 tys. w 2015 r. do ponad 117 tys. w 2025 r., z czego ponad 80 tys. turystów schodziło na ląd. Eksperci prognozują, że ruch może wzrosnąć nawet czterokrotnie w ciągu dekady. Problemem pozostaje jednak brak długofalowego planu zarządzania tym wzrostem.
Największe ryzyko dotyczy delikatnych ekosystemów Antarktydy i wysp subantarktycznych, gdzie łatwo mogą rozprzestrzeniać się choroby oraz gatunki inwazyjne. Branża podkreśla, że stosuje jedne z najbardziej restrykcyjnych procedur sanitarnych i środowiskowych w turystyce, obejmujących dezynfekcję odzieży i ograniczenia kontaktu z dziką przyrodą. Organizacje ekologiczne przekonują jednak, że obecny system oparty głównie na samoregulacji operatorów wymaga zaostrzenia. Wśród rozważanych rozwiązań pojawiają się obowiązkowe opłaty wjazdowe wzorowane na modelach z Wenecji czy Galapagos, które miałyby finansować ochronę środowiska i ograniczać presję turystyczną. MBG