Komisja Europejska chce zaostrzyć przepisy dotyczące handlu emisjami w lotnictwie. Niemieckie Stowarzyszenie Lotnicze (BDL) uważa, że reforma EU ETS nie może prowadzić do dalszego wzrostu kosztów europejskich przewoźników ani przenoszenia ruchu do portów przesiadkowych poza UE.
Proponowana przez Komisję Europejską rewizja systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS) oznacza kolejne obciążenia dla linii lotniczych. BDL pozytywnie ocenia jednak fakt, że Komisja nie zdecydowała się na objęcie systemem wszystkich lotów z Europy oraz po raz pierwszy przyznała, że europejscy przewoźnicy i lotnicze huby znajdują się w gorszej sytuacji konkurencyjnej niż ich rywale spoza UE.
Organizacja podkreśla, że o wpływie reformy zdecydują dalsze negocjacje. Wątpliwości budzi plan objęcia EU ETS lotów do miejsc oddalonych o maksymalnie 5 tys. km od Europy. BDL uważa, że należy wyeliminować ryzyko nowych zakłóceń konkurencji między europejskimi i pozaeuropejskimi portami przesiadkowymi. Zwraca też uwagę, że propozycja odracza do 2032 roku potencjalne konflikty handlowe z Chinami, Indiami i USA.
Według BDL sam system handlu emisjami kosztuje niemieckie linie lotnicze około 630 mln euro rocznie, zależnie od ceny CO₂. Reforma nie powinna zwiększać tej dysproporcji, lecz wzmacniać konkurencyjność europejskich przewoźników i lotnisk.
Stowarzyszenie pozytywnie ocenia zapowiedziane rozszerzenie wsparcia dla wykorzystania zrównoważonych paliw lotniczych (SAF), podkreślając jednak, że skuteczność tego rozwiązania zależy od przejrzystych i sprawiedliwych zasad przydziału środków.
BDL apeluje również, aby reforma nie osłabiła międzynarodowego systemu CORSIA, obowiązującego w ramach ICAO od 2021 roku. Od 2027 roku obejmie on około 90 proc. międzynarodowego ruchu lotniczego. Zdaniem organizacji skuteczna ochrona klimatu w lotnictwie wymaga globalnie skoordynowanych działań, a rozwój rynku zrównoważonych paliw nie powinien oznaczać dodatkowych obciążeń dla europejskich przedsiębiorstw. MBG