Ryanair żąda od autoryzowanych internetowych biur podróży wysokich opłat integracyjnych, nie wypłaca prowizji i ogranicza dostęp do najtańszych taryf – wynika z ustaleń amerykańskiego portalu Skift.
Ryanair stosuje wobec autoryzowanych internetowych biur podróży (OTA) model współpracy oparty na wysokich opłatach technicznych i daleko idącej kontroli procesu sprzedaży. Jak informuje portal Skift, linia wymaga jednorazowej opłaty integracyjnej przekraczającej 40 tys. euro. Dodatkowo, w przypadku większych aktualizacji lub zmian systemowych, OTA muszą liczyć się z kolejnymi kosztami sięgającymi ok. 30 tys. euro.
Informacje te potwierdzili przedstawiciele dwóch OTA, a także rzecznik Ryanaira. Według linii opłaty mają pokrywać wsparcie techniczne zespołu deweloperskiego oraz koszty połączenia systemów partnerów z platformą przewoźnika. W razie dodatkowych potrzeb wsparcia partnerzy są obciążani kolejnymi kosztami.
Integralnym elementem współpracy jest przekierowanie klientów z serwisów OTA na Ryanair.com w celu finalizacji rezerwacji. Użytkownicy muszą założyć lub zalogować się do konta Ryanair, a wszelkie późniejsze zmiany rezerwacji oraz check-in odbywają się wyłącznie na stronie linii.
Zdaniem Skift, dla dużych grup turystycznych, takich jak Expedia, Booking, Trip.com czy TUI, opłaty te są do udźwignięcia. Dla mniejszych graczy – m.in. Etraveli, Lastminute, Kiwi, On the Beach czy Loveholidays – stanowią jednak istotne obciążenie finansowe.
Ryanair nie wypłaca OTA prowizji za sprzedaż biletów. Choć linia deklaruje „bezpłatny dostęp” do taryf, trzy najtańsze klasy cenowe – tzw. taryfy promocyjne – są wyłączone i dostępne wyłącznie na stronie przewoźnika. To stawia OTA w gorszej pozycji cenowej. Partnerzy mają natomiast dostęp do sprzedaży usług dodatkowych, takich jak bagaż czy wybór miejsc, oraz mogą oferować loty w pakietach turystycznych, doliczając własne, transparentnie pokazane opłaty. MBG