Strajk francuskich kontrolerów lotów, który miał miejsce w czwartek i piątek, wywołał poważne zakłócenia w europejskim ruchu lotniczym. Odwołano ponad tysiąc lotów, a ucierpiały nie tylko połączenia krajowe, lecz także przeloty nad Francją. Protest zbiegł się z początkiem sezonu wakacyjnego, co wywołało falę krytyki ze strony polityków i linii lotniczych.
Najbardziej dotknięte były paryskie lotniska Charles-de-Gaulle i Orly, gdzie anulowano aż 40 proc. operacji lotniczych. Linie Air France poinformowały, że ich połączenia dalekodystansowe nie zostały objęte strajkiem. W czwartek odwołano aż 930 lotów, pisze niemiecki portal branży turystycznej Reise vor-9.
Podłożem konfliktu są spory między państwową agencją DSNA a związkami zawodowymi kontrolerów lotów UNSA-ICNA. Związkowcy zarzucają kierownictwu „toksyczne zarządzanie” oraz ignorowanie ostrzeżeń o brakach kadrowych i przestarzałych systemach. Protestują też przeciw reformie, która przewiduje zwiększoną kontrolę czasu pracy, wprowadzonej po incydencie nad Bordeaux w 2022 roku.
Na udział w strajku zdecydowało się 26 proc. kontrolerów. Choć skala nie objęła całego kraju, skutki odczuło nawet 300 tys. pasażerów.
Francuski minister transportu Philippe Tabarot nazwał protest „nieakceptowalnym”, a premier François Bayrou oskarżył kontrolerów o „wzięcie obywateli jako zakładników”. Przedstawiciele branży lotniczej, w tym organizacja Airlines for Europe, domagają się reakcji Unii Europejskiej. Wśród postulatów są m.in. obowiązkowe postępowania mediacyjne i wcześniejsze ogłaszanie strajków. MBG